gub mnie, zgub – słyszę.
beztroska była tu przed chwilą.
zawisła jak rzemyk na szyi libertyna.
a przecież mogłaby – bez mrugnięcia,
wyzwolić swobodę niepragnącą poezji.
nie odbierać telefonów
- a nie żadnej rzeczy która nagą jest -
z ciszą bawić się w rozciąganie pustki
od mglistego pulsara, aż do iskry syczącej
w kałuży.
beztroska, to będzie ten prequel,
co już wcześniej wiedział, że mnie zgubi.
czasem do mnie wraca, bez łkań i innych znaków.
tylko patrzy, wielkim rozmazanym okiem
ale wiem co mówi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz